powrót
  • WYBORY ...

    • Przemysław Bartczak

      2014-05-25 21:30:59 Przemysław Bartczak

      Witajcie,

      Zwykle kiedy zbliża się data wyborów czy to do Parlamentu Europejskiego (tak jak obecnie), lub prezydenckich czy też do naszego Sejmu i Senatu obserwuję, że narastają wokół nas emocje związane z głosowaniem. Ludzie wymieniają się poglądami, agitują, krytykują. Jesteśmy bombardowani hasłami, kampaniami i wynikami sondaży. Nie byłoby w tym nic dziwnego i nie zawracałbym na tym forum nikomu głowy tym tematem gdyby to nie dotyczyło również wierzących i coraz częściej przywódców których kazania stają się formą kryptoreklamy, agitacji do takich czy innych poglądów politycznych. 

      Narasta w kręgach ewangelicznych głos, że udział w demokratycznych wyborach to nasz obywatelski obowiązek. Mówi się, że "wystarczy obojętność ludzi dobrych aby wygrało zło" zatem winniśmy iść i głosować na "dobrą partię" ...

      Poddany biblijnej argumentacji wierzący rozmówca zwykle broni się mówiąc "wiadomo że nie ma doskonałej partii pod poglądami której uczeń Chrystusa mógłby się z czystym sumieniem podpisać, jednak musimy wybierać mniejsze zło ..."

      To "mniejsze zło" to oczywiście nadzieja na "większe dobro" dla nas w zrozumieniu doczesnego dobrobytu. Tu już nie ma miejsca na wolę Bożą która wielokrotnie ustanawiała "herodów" aby Boży plan był realizowany. Teza że Bóg dla dobra kościoła może wynosić do władzy ludzi nieprzychylnych kościołowi aby kościół się otrząsnął z letniości wydaje się być poza postępową myślą chrześcijańską XXI wieku. Sam byłem świadkiem sytuacji w których z "właściwym" wyborem kojarzone były przywileje dla danej denominacji czy też zboru (przychylne unormowania prawne, przyznanie lokalu, dofinansowania itp.) Jakoś po drugiej stronie nigdy nie spotkałem wierzącego który by namawiał do głosowania na taką czy inną partię której wybór dawałby nadzieję na ucisk i prześladowanie kościoła, stwarzałby większe szanse na cierpienie w imię sprawiedliwości  …  

      Czy możemy się oszukiwać że wszystko jest ok, udawać że nie ma problemu?

      Ten sam wierzący który z taką pasją potrafi  wypowiadać się o swoich poglądach politycznych kiedy wywołany jest temat Królestwa Bożego nagle cichnie a ta jego pasja zanika. Ten sam brat już nie potrafi tak agitować innych zborowników do nieustannej modlitwy, świętości życia i pokładania ufności w Chrystusie. 

      Zapewne niektórzy czytelnicy oczekiwaliby w tym momencie legalistycznej nauki typu "zatem wierzący nie powinien chodzić na wybory". Ale niech nas Pan zachowa gdybyśmy mieli do tego to sprowadzać. 

      Kościół zapomniał w Kim ma pokładać ufność, zapomniał że większy wpływ na rzeczywistość ma poprzez modlitwę do Tego który ma wszelką władzę i moc i od którego pochodzi wszelka władza. Nie ma już wiary że "góry możemy przenosić"  a mamy wiarę w nasz "właściwy" głos wrzucony do urny. Przywódcy bardziej przejmują się frekwencją wyborczą niż brakiem frekwencji na wspólnej modlitwie. Czy to już nie jest "duchowy obłęd". Z drugiej strony nie dziwię się słysząc o wierzących grających w lotto którzy się już nawet tego nie wstydzą, nie zdając sobie sprawy w jak opłakanym stanie jest ich serce. Kiedyś nauczałem o chciwości i jednemu bratu autentycznie wypadł z Biblii kupon lotto. Ten przynajmniej się trochę zarumienił.

      Emocjonalne zaangażowanie się w politykę przy letniości serca dla spraw Bożych wyraźnie pokazuje czym żyje człowiek, czym się karmi, w czym pokłada nadzieję i czego najpierw szuka. "Z obfitości serca mówią usta". 

      Można by wiele pisać i cytować ze Słowa na ten temat, ale chciałbym spuentować to ironicznym ostrzeżeniem:

      Bądźmy ostrożni z tymi głosowaniami bo w końcu antychrysta  nie dopuścimy do władzy...

      Niech Pan udziela nam mądrości do właściwych wyborów w podążaniu za Nim,

      Pozdrawiam

      Przemek Bartczak

    • Mateusz Kuziela

      2015-05-25 21:36:58

      Osobiście widzę na razie tylko jedną możliwość na rozwiązanie tego dylematu - głosowac czy nie - Trzymać się własnego przekonania i nie sądzić, nie gardzić drugim, swoim bratem czy siostrą, że nie chodzi głosować lub że głosuje, i że interesuje się polityką.

      Chodzi tylko o to, żeby nie interesować się czymś kosztem życia i relacji z Bogiem i Kościołem, kosztem studiowania Słowa Bożego i rozwijania własnego powołania, żeby doczesność nie stała się ważniejsza dla chrześcijanina od życia wiecznego, dobrobyt od uświęcenia, poczucie stabilizacji nie uśpiło czujności duchowej, a świadomość zła, czynionego przez polityków nie skłoniła chrześcijanina do pogardy i nienawiści względem nich, żeby nie zapomnieć, że ci, co są w polityce, to ludzie nieodrodzeni, że nie możemy się angażować w sprawy polityki tak, jak w sprawy życia Kościoła, że my mamy miłować każdego, nawet nieprzyjaciela swego, nawet tego, co nas krzywdzi (1P 2:17-23. Tt 3:1-3) itp.

      Co więc może skłonić chrześcijanina do pójścia na wybory aby zachował względna neutralność, jak można głosować, nie będąc jednocześnie pochłoniętym doczesnością?

      Jeśli ktoś postępuje według tej myśli: "Wystarczy obojętność ludzi dobrych, aby zatriumfowało zło" to musi widzieć coś więcej niż przeciwnicy udziału w głosowaniu. Głosowanie to niekoniecznie musi być dowód uchwycenia się doczesności, cielesności i odstępstwa przez złożenie ufności w człowieku (polityku) lub partii politycznej zamiast w Bogu. Świadomy wyborca, badający rzeczywistość, obserwujący świat wokół siebie widzi krzywdę, ból, nieszczęście ludzi skrzywdzonych przez nieuczciwych polityków, i widzi obłudę niektórych polityków, widzi zagrożenie ze strony tych polityków, którzy są bezkarni, a to pociąga taką osobę, świadomą tego zła, do podjęcia możliwie najlepszej decyzji. Uczciwy chrześcijanin nie idzie głosować tylko po to, żeby żyło mu się lepiej w doczesności, bo rozumie, że ma być gotowy na przyjście Pana, że nie jest z tego świata i ma patrzec na Królestwo niebieskie tam zbierając skarby. Uczciwy chrześcijanin idzie głosować głównie po to, żeby dołożyć swoją cząstkę do tego dobra ludzi pragnących i łaknących sprawiedliwości. A póki co ma takie prawo.

      Każdy ma do wyboru dwie możliwości: albo zostawić sprawy losowi (z różnych względów), albo pójść zagłosować, to jest uczynić coś minimum dobrego, czując, że to jest spełnienie przykazania miłości i uniknięcie tego, przed czym przestrzega Jakub w swoim liście: (17) Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy. (Jk 4:17). Takie jest moje zdanie, ale adresuję je tylko do tych, którzy orientują się w polityce a mimo to pozostają wobec tych ludzkich krzywd obojętni. Nie mam takich wymagań względem tych, co nie mają pojęcia o tragicznych losach rodaków ani o brudnych sprawach polityków lub nie znają polityków godnych zaufania. Oni są moim zdaniem usprawiedliwieni, bo nie są świadomi, nie mają o tym wiedzy. Analogicznie do tego, co mówi Jakub: "(15) Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, (16) a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? (Jk 2:15-16). Jeśli mam jakąś nawet minimalną możliwość wpływu na losy kraju i ludzi w tym kraju, to powinienem skorzystać z tej możliwości.

      Głosujący chrześcijanie, interesujący się polityka i historią, mają nadzieję, że takich osób jest dość, które nie mogą bezczynnie patrzeć na ludzką krzywdę i nie chcą pozwolić na czynienie krzywdy, i że ilość takich głosów przeważy i odsunie od władzy tych, którzy w różny spsoób krzywdzili, okłamywali i okradali społeczeństwo, a teraz śmieją się prosto w twarz wszystkim, czując się bezkarni, i że dojdą do władzy tacy politycy, którzy niczym się jeszcze nie skompromitowali, nie utracili zaufania ani dobrego imienia, i dają jakąś nadzieję na lepszą sytuację w państwie. Głosujący mają w takiej sytuacji czyste sumienie, że nie przeszli obojętnie wobec tego, co napotkali, lecz postarali się włożyć do życia swoją czątkę dobrej woli i nadziei. Wiadomo, że czasy będą coraz gorsze, ale jeśli mam jakąś możliwość uczynienia dobra, to powinienem to uczynić, a jak już nie będę miał takiego prawa i możliwości, to wtedy będę usprawiedliwiony.

      Jest nawet taki dowcip, który w metaforyczny sposób ujmuje tego typu problemy, myślę, że jest adekwatny do tematu:

      Był sobie pewien pobożny człowiek. Pewnego dnia w miejscowości, w której mieszkał rozszalały się ulewy, nastąpiła powódź.
      W czasie powodzi woda podnosiła się gwałtownie, a człowiek ów musiał szukać schronienia na dachu swojego domu.
      Jednak woda nadal się podnosiła.
      W końcu pojawiła się łódź policyjna.
      - Wejdź do łodzi - krzyknął policjant.
      - Nie - odpowiedział człowiek - przez całe życie byłem pobożny i dobry. Bóg mnie ocali.
      - Nie bądź głupi - rzekł policjant - Właź do łodzi.
      Woda stale się podnosi, grozi ci wielkie niebezpieczeństwo!
      Człowiek odmówił, a łódź odpłynęła.
      I rzeczywiście, woda stale się podnosiła.
      Łódź ratownicza wracała jeszcze dwa razy, ale mężczyzna dwukrotnie odmówił wejścia na jej pokład.
      - Bóg mnie ocali - twierdził z uporem, pełen ufności.
      Łódź odpłynęła ratować innych.
      Wkrótce powódź pochłonęła cały dom, wraz z dachem.
      Człowiek utonął.
      W niebie spotkał Boga.
      Wściekły na Niego, za to, że go nie ocalił, narzekał głośno.
      - Przecież całe życie byłem pobożny. Przestrzegałem wszystkich przykazań. Oddawałem duże sumy na biednych. I kiedy jeden jedyny raz o coś poprosiłem, ty mnie opuściłeś!
      - Przecież trzy razy przysyłałem ci łódź - zdziwił się Bóg. - Dlaczego do niej nie wsiadłeś?

      To jest inna opinia, ale tak samo nie jest wiążąca jak Brata. Nie jest ona zachętą ani namawaianiem do głosowania, jesteśmy wolni, każdy ma prawo podjąć decyzję według własnego poznania i kierując się swoimi powodami. Niech każdy trzyma się własnego zdania.

      Jedno jest pewne co do polityki w kontekście chrześcijaństwa: mamy się modlić za każdego, kto rządzi państwem i szanować go mimo wszystko: (1) Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: (2) za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. (3) Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, (4) który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. (1Tm 2:1-4).

Nie jest to typowe forum internetowe! Na naszym forum można zadać pytania doświadczonym duszpasterzom, którzy w miarę możliwości będą udzielali odpowiedzi.

Wśród naszych duszpasterzy jest:

    • Paweł Jurkowski

      z Wejherowa

    • Waldemar Świątkowski

      z Połczyna Zdroju

    • Waldemar Czerniejewski

      z Westfield w stanie Massachusetts (USA)

    • Przemysław Bartczak

      z Ciechanowa

    • Bogumił Szymański