powrót
Boże działanie w Chinach - zdjęcie

Boże działanie w Chinach

Autor: Michael F. Haverluck, tłum. A. Marcol

 

Z nie rejestrowanych kościołów dochodzą raporty o czterech do ośmiu milionów chrztów rocznie! Stawia to Chiny na pierwszym miejscu w liczbie nawróceń na świecie. Wzrost Kościoła w Chinach od 1977 roku jest ewenementem w historii. Ruch kościołów domowych w Chinach ma prawie dwa razy tyle członków, co sześćdziesięciomilionowa Partia Komunistyczna

W Ameryce Północnej sprzedano sześć milionów kopii książek studiów biblijnych „Experiencing God” („Doświadczanie Bożego działania”). Pastor Cai i jego żona zostali uwięzieni za to, że podjęli się wydania tej pozycji w Chinach. Ten komunistyczny kraj nie chce, aby Chiny mogły poznać Boga. Rząd chiński uważa chrześcijańskich wydawców i ewangelistów za ludzi niebezpiecznych. Zwalcza ich systematycznie, stosując bicie i więzienie, kiedy za darmo rozpowszechniają Boże Słowo. Jednak Słowo Boże nie jest związane (2 Tm 2:9b)

Wyjęci spod prawa

„Nie ruszaj rękami!”– krzyczał policjant w mundurze szturchając palcami więźnia w pomarańczowym pasiaku, kiedy podążali za młodym sędzią. Po aresztowaniu „przestępcy”, stosując wstrząsy elektryczne wymuszono na nim zeznanie, że prowadził „nielegalną działalność”. Jednakże w przeciwieństwie do wielu innych, którzy zajmowali się nielegalnym przemytem narkotyków lub broni, pastor Cai Zhuohua naraził się wydawaniem chrześcijańskiej literatury. Młodego pastora, lidera domowego kościoła, uznano winnym drukowania bez pozwolenia. Jednak głównym zarzutem było oskarżenie go o sprzedawanie tysięcy egzemplarzy, podczas gdy były one rozdawane za darmo. Prawdziwym przestępstwem Cai jest to, że zamiast chylić czoła przed komunistycznym rządem Chin, chce być posłusznym Bogu jako najwyższemu autorytetowi.

11 września 2004 roku, kiedy pastor Cai czekał na przystanku autobusowym, podeszło do niego trzech cywilów, oficerów służb bezpieczeństwa i uprowadziło go. Po związaniu nóg i rąk wrzucono go do mikrobusu. To samo spotkało później jego 33-letnią żonę, Ciao Yunfei i jej 37-letniego brata, Ciao Gaowen.

Ich sprawą zajął się bezpośrednio Departament Narodowej Służby Bezpieczeństwa, a władza centralna nazwała go „najpoważniejszym przypadkiem infiltracji zagranicznej od czasu powstania Ludowej Republiki Chin” i nakazała „zająć się tym zdecydowanie i surowo”.

Nowo nominowany sędzia, Tao, postąpił dokładnie według tych wskazań i skazał pastora Cai na trzy lata więzienia. Sędzia, ubrany w czarną togę z czerwonym kołnierzem, skazał następnie żonę Cai na dwa i jego szwagra na półtora roku więzienia. Osiem dni po ogłoszeniu wyroku, pastor Cai, jego żona i szwagier złożyli apelację. Ich odwołanie się prawdopodobnie niewiele poskutkuje, jako że 99,7 proc. z 770.000 wyroków skazujących w Chinach zostało utrzymanych w mocy.

Cała trójka musi też zapłacić grzywnę w wysokości 370.000 Yuanów (około 162.400 zł) za wydrukowanie 237.000 kopii literatury chrześcijańskiej, którą, wraz z kwotą 11.600 CDN (ok. 32.480 zł) policja już zarekwirowała. Pastor Cai został też niesprawiedliwie oskarżony o wydrukowanie 40 milionów kopii oraz sprzedanie trzech milionów egzemplarzy.

Pastor Cai wydrukował (bez zgody State Administration of Religious Affairs) pomoce do studiowania Biblii, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na literaturę chrześcijańską, która nie może być sprzedawana w księgarniach. Jedynie Amity Press może legalnie drukować Biblie w Chinach. Wiele kopii wydanych przez Amity Press jest sprzedawanych za granicą, a wydawnictwo zajmuje się drukiem wielkich ilości literatury w językach innych niż chiński. (…)

Gao Zhisheng, jeden z dziewięciu adwokatów - ochotników pomagających rodzinie, wyjaśnił: „Władza posłużyła się tu trikiem – nie aresztowano ich za rozpowszechnianie ich wiary, co mogłoby przyciągnąć zbyt dużo uwagi”. Nic więc dziwnego, że sędzia Tao odmówił linii obrony do przedstawienia dowodów w sprawie i stwierdził: „Ta sprawa nie ma nic wspólnego z religią, to wykroczenie natury czysto ekonomicznej”.

Sędzia odmówił też prawa uczestniczenia w procesie czterem innym obrońcom oraz większości członków rodziny pastora Cai, zapraszając jednocześnie na rozprawę ponad dwudziestu studentów prawa. W tym samym czasie policja sugerowała Cai, że lepiej będzie, gdy przyzna, że drukował Biblie z powodów ekonomicznych. Niedawno nawrócony adwokat Gao został zmuszony do zamknięcia na rok swojej praktyki, a tajna policja groziła jemu i jego rodzinie śmiercią.

Pastor Cai jest obecnie więziony w ponurych ścianach zatłoczonej celi wraz z dwudziestoma innymi więźniami, na których przypada tylko jedna toaleta. Ponadto rodzina zobowiązana jest płacić około 58 CDN (ok.180 zł) miesięcznie za jego pobyt w areszcie śledczym w Pekinie. Jest jeszcze wielu takich „Pastorów Cai” w Chinach, którzy płacą wysoką cenę za naśladowanie Boga, jednak Boże Słowo, które mieszka w nich, nie może być związane.

Zastanawiając się nad tymi okolicznościami, matka pastora Cai trzyma delikatnie w rękach Biblię swojego syna, leżącą obok jego zdjęcia i mówi: „Partia chce, abyśmy byli jej ślepo posłuszni. Nie chcą, by ludzie słyszeli prawdziwe słowa miłości, słowa Boga… Modlę się o mojego syna i o nas wszystkich. Jesteśmy prostymi ludźmi, ale wiemy jedno - w Biblii jest napisane, że mamy być posłuszni naszym przywódcom, jednak przede wszystkim mamy być posłuszni Bogu”.

Łamiąc prawo ze względu na Boga

Czy słuchamy bardziej Boga niż ludzi? Wielu chrześcijan kwestionuje rolę amerykańskiego kościoła w „nielegalnym” rozpowszechnianiu Bożego Słowa dla narodów, w których ewangelizacja i posiadanie Biblii są zabronione, cytując często werset z Listu do Rzymian 13:1 – Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim. Kiedy jednak władza rażąco i otwarcie odrzuca i prześladuje Boże Słowo, jakiemu prawu mamy wtedy być poddani? Wystarczy spojrzeć na słowa Pana Jezusa, naszego najwyższego Prawodawcy, który mówi w Mt 28:18-19: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody. Czy wyrażenie wszystkie narody obejmuje także Chiny? Czy chiński zakaz ewangelizowania wyparł polecenie Jezusa dotyczące czynienia uczniami? Czyż nie zostaliśmy powołani do tego, by bać się Boga bardziej niż kary i mocy tego świata?

Kładąc wszystko na jedną szalę

Wielu ludzi z zachodniej kultury zdaje się nie zauważać, że pastor Cai jest więziony dla tych samych powodów, które zawiodły brytyjskich (angielskich) chrześcijan do lochów i na publiczne egzekucje. Zapominamy, że Wiliam Tyndale został spalony na stosie na polecenie króla Henryka VIII – głowy ówczesnego Kościoła – zaledwie pięćset lat temu za to, że przetłumaczył Pismo Święte z greckiego na angielski. Ostatnimi słowami umierającego Tyndale’a były: „Panie, otwórz oczy króla Anglii”. Modlitwa ta została wysłuchana lata później, gdy król Jakub (James) przeczytał jego tłumaczenie. Tak bardzo mu się ono spodobało, że dał pozwolenie na druk Bożego Słowa w języku angielskim. Było ono później znane jako King James Bible (Biblia Króla Jakuba).

„Pirackie” wydanie Biblii Tyndale’a było niewielkich rozmiarów po to, by można je było z łatwością ukryć, a posiadanie choćby tylko jednej strony tego tekstu mogło skończyć się więzieniem lub nawet śmiercią. Pięćset lat później możemy [w Angli - red.] bez konsekwencji uczestniczyć w nabożeństwach nie zarejestrowanych kościołów – kościoły zwykle rejestrują się dla uzyskania zwolnień od podatków – oraz możemy drukować i kopiować Biblię Króla Jakuba np. dla przyjaciół (nie posiada ona copyright!)1.

Rozumiejąc znaczenie „pirackich wydań”, chiński przywódca chrześcijański, którego ojciec zginął we więzieniu, powiedział: „Nie ma znaczenia, w jakim kraju, gdzie czy jaki rodzaj reżimu przeciwstawia się nam. Bóg ma swoje zasoby i sposoby, by dostarczyć Ewangelię. Zostało to wielokrotnie udowodnione na przestrzeni historii. Chiny są rosnącą potęgą, posiadają silną armię, są potęgą atomową i wysyłają ludzi w kosmos, jednak nie są w stanie powstrzymać Biblii. Nikt nie może postawić tamy Bożemu Słowu. Gdyby rząd o tym wiedział, już dawno zrezygnowaliby z walki. Wydaje im się jednak, że to tylko książka. Uważają, że mają większą władzę niż Bóg. To niemądre”.

Wysiłki „uwięzienia” chrześcijaństwa jedynie podsycały ogień przebudzenia w kościele. Było to tak samo prawdziwe w XVI i XVII wiecznej Anglii, jak jest i dziś, w XXI wieku w Chinach.

Dźwigając ciężki krzyż

Kiedy policja najechała wiejski dom Ma Yuqin, aresztując ją samą, jej syna, synową i odwiedzającą ich wierzącą znajomą, w domu pozostał sam jej pięcioletni wnuk. Po tym, jak odmówili wyparcia się wiary i podania nazwisk innych chrześcijan, Ma i jej syn zostali torturowani elektrycznymi wstrząsami i byli bici niemalże na śmierć. Działo się to wszystko w przyległych pomieszczeniach z cienkimi ścianami tak, aby jęki torturowanych były dobrze słyszalne ich bliskim. Dla Ma bardziej bolesnym było słuchać krzyków syna, niż znosić własne cierpienia. Odwiedzająca ich przed aresztowaniem przyjaciółka umarła podczas przesłuchań.

Wywiady i raporty więzienne pochodzące z tego czasu donoszą o wielu innych członkach domowych kościołów, którzy byli tłuczeni pałkami, poddawani wstrząsom elektrycznym i przypalani papierosami. Gdy mdleli na skutek tortur, polewano ich wodą. Mężczyznom wbijano drzazgi do palców, a kobiety obnażano i wykorzystywano.

Nawet oficjalny kościół nie jest bezpieczny. 22 listopada 2005 roku ponad czterdziestu umundurowanych i uzbrojonych w pałki mężczyzn, którzy przedstawili się jako siły Departamentu Edukacji, brutalnie pobiło szesnaście katolickich sióstr zakonnych. Wcześniej ich zarejestrowany przez władze kościół został zburzony i zrównany z ziemią. Młodym, ogarniętym szałem mężczyznom z przewiązanymi w pasie szarfami dano rozkaz: „Bijcie je, aż umrą!”. Szesnaście zakonnic znalazło się w szpitalu ze złamaniami, rozległymi obrażeniami i poważnymi ranami na całym ciele.

Czy dzieje się to przez rzymskich setników w czasach Pana Jezusa, przez władzę w czasach Tyndala czy przez chińską policję, Boży plan zbawienia dokonuje się poprzez cierpienie, które przyczynia się do duchowego dojrzewania cierpiącego Kościoła (Rz 5:3), zachęcając równocześnie innych wierzących oraz pociągając niewierzących do Ewangelii. Dopiero, kiedy łańcuch prześladowań zacisnął się wokół wierzących w Chinach w drugiej połowie XX wieku, Kościół zaczął naprawdę wzrastać. W roku 1949, gdy ewangelizowanie było jeszcze dozwolone, w Chinach żyło zaledwie 834.000 ewangelicznie wierzących. Dziś, mimo wielkich prześladowań, w ramach domowych kościołów spotyka się około stu milionów wierzących.

Przynosisz wstyd Partii Komunistycznej

Doświadczywszy wielu cierpień w więzieniu, brat Chen Jingmao został 8 lipca 2005 zwolniony. Aresztowany w 2001 roku i skazany na cztery lata pobytu w więzieniu Sanxia w mieście Chongqing, ten 74-letni chrześcijanin został oskarżony o „przeciwstawianie się prawu przez wrogi kult” i podważanie istniejącego systemu edukacyjnego poprzez „nielegalną działalność ewangelizacyjną”. Częściowo przyczynił się do tego fakt posłania wnuczki do szkoły biblijnej, co uznano za nielegalne, gdyż nie miała ona jeszcze ukończonych osiemnastu lat.

Kiedy okazało się, że Chen przyprowadził pięćdziesięciu współwięźniów do Chrystusa, dziesięciu strażników w okrutny sposób pobiło go. Wyciągnęli go z celi, kopali w żołądek, złamali nogę krzycząc cały czas: „Niszczysz obraz Partii Komunistycznej. Zatłuczemy cię na śmierć, ty staruchu!”. Polecili również innym więźniom bić go. Nie będąc     w  stanie samodzielnie się poruszać ani korzystać z toalety był noszony przez innych więźniów, a przez cztery dni musiał być podłączony w szpitalu do kroplówki. Sześć tygodni później, kiedy strażnicy przestali znęcać się nad Chanem, polecili odwiedzającej go córce wykupić leki. Gdy poszła do więziennej apteki, usłyszała jak starszy mężczyzna za ladą brzydko przeklinał jej czekającego w celi ojca. W bólu i osłabieniu Czen powiedział jej później: „To prawdziwy zaszczyt cierpieć dla Chrystusa. Módl się o mnie. Bądź dzielna, bo Pan jest ze mną. Moje więzy tylko wzmocnią Jego Królestwo”.

Z czym związane jest przystąpienie do oficjalnego kościoła

Chmura tagów

Czytelnia Prześladowani