powrót

Związany Chrystus

 W Ewangelii według Łukasza w 12 rozdziale, w 49 i 50 wersecie czytamy: „Ogień przyszedłem rzucić na ziemię i jakżebym pragnął, aby już płonął. Chrztem mam być ochrzczony i jakże jestem udręczony, aż się to dopełni”.

Te słowa można znaleźć tylko w Ewangelii według Łukasza. Ani jeden z trzech innych ewangelistów nie przekazał nam tej wypowiedzi Pana Jezusa. Interesujący jest ten fakt, że te dwa zdania wyrwały się z ust Jezusa zupełnie nieoczekiwanie w samym środku Jego mowy na zupełnie inny temat, nie mający nic wspólnego z tymi słowami. Powstaje wrażenie, że w tej krótkiej wypowiedzi Pan jakby otworzył na chwilę uczniom Swoje serce, aby oni, zajrzawszy w nie, mogli ujrzeć i zrozumieć coś bardziej ważnego i ukrytego. Zdarzyło się to w największym szczycie Jego ziemskiej służby, gdy odnosił największe sukcesy i uznanie. Żaden człowiek przed Nim nie odniósł takiego sukcesu. Ślepi zaczynali widzieć, chromi chodzić, chorzy byli uzdrawiani, martwi wskrzeszani. I oto w tym okresie rozkwitu Jego służby Pan otwiera nagle przed uczniami Swoje serce, jakby nie mógł dłużej o tym milczeć. W tym czasie, gdy lud wywyższał i wysławiał Go, On mówi, że teraźniejszość nie jest tym, z powodu czego właściwie przyszedł; że głównym celem Jego przyjścia na świat jest to, aby sprowadzić na ziemię ogień. — Ale zanim to nastąpi — kontynuuje Jezus — chrztem mam być ochrzczony i jakże jestem udręczony, aż się to dopełni. —

Drodzy przyjaciele! Chcę zwrócić waszą uwagę na jedno zdanie, które chciałbym wykorzystać jako klucz do tego tematu. Są to słowa: „Jakże jestem udręczony!”

Jezus mówił, że nie może rzucić na ziemię ognia do tej pory, dopóki nie zostanie ochrzczony. Myślę, że rozumiecie, iż w tym przypadku ma się na myśli nie chrzest wodny, ale chrzest przez ciężkie cierpienia i męczeńską śmierć na krzyżu. Gdyż tylko przechodząc przez to, mógł rzucić ogień na ziemię.

Objawiwszy ludziom prawdziwy cel Swojego przyjścia, Pan nagle mówi: „I jakże jestem udręczony, aż się to dopełni”.

„Jakże jestem udręczony!” Co znaczą te słowa? Co przez nie chciał powiedzieć Jezus wtedy i co chce On powiedzieć do nas dziś?

Jeżeli spojrzymy na różne przekłady Biblii, to od razu zobaczymy, że te słowa Pana w różnych językach w różny sposób są wyrażone. W angielskim przekładzie Biblii, a także w języku plemienia Zulusów użyto słowa, które nie ma nic wspólnego ze słowem „udręczony”. W takich przypadkach najlepiej wziąć do rąk oryginał grecki, który jest podstawą przy przekładach Pisma Świętego na inne języki. Tutaj w tym miejscu znajdujemy słowo „sunecomai”. Aby zrozumieć jego sens, zwróćmy się do innych miejsc Pisma, gdzie w greckiej Biblii użyte jest to samo słowo. W Ewangelii według Łukasza, 22:63, jest napisane, że „mężowie, którzy go pilnowali, naigrawali się z niego i bili go”. Tutaj słowu „sunecomai” odpowiada słowo „pilnowali”, pochodzące od czasownika „pilnować”. To słowo bardziej i trafniej wyraża sens greckiego „sunecomai”. Aby zrozumieć to jeszcze bardziej, przypomnijmy sobie historię pojmania Chrystusa w ogrodzie Getsemane i dalsze znęcanie się nad Nim, gdy On, będąc związany, milcząco stał przed Swoimi prześladowcami. To wszystko, co Jezus wtedy zniósł, ten straszny ból duchowy, który przeżył w tych okropnych godzinach Swojego życia ziemskiego, też dobrze ukazuje znaczenie greckiego słowa „sunecomai”. W ten sposób to, co zostało wyrażone jako „jestem udręczony”, oznacza w rzeczy samej znacznie więcej niż tylko słowo „udręczony” i zawiera w sobie sens jeszcze takich słów, jak: „związać”, „wziąć do niewoli”, „gnębić”, „męczyć”.

W innym miejscu Pisma mówi się o tym, że pewna kobieta, cierpiąca od 12 lat na krwotok, podeszła do Jezusa w momencie, gdy był On otoczony napierającymi ludźmi i dotknąwszy się szaty Jego, w tej samej chwili otrzymała uzdrowienie. Na pytanie Chrystusa, kto się Go dotknął, Piotr ze zdziwieniem odpowiada: „Mistrzu, tłumy cisną się do ciebie i tłoczą” (Łuk 8:45). W miejscu słowa „tłoczą” w greckim oryginale Biblii też znajduje się słowo „sunecomai”. I tak, do wyliczonych wyżej słów, oddających to, co rozumie się w zdaniu „jestem udręczony”, można dodać i takie słowo, jak „ściągnąć”, tj. tak ścisnąć i zgnieść ze wszystkich stron, że praktycznie nie można się ruszać lub cokolwiek robić.

Jednak i to jeszcze nie wszystko. W 19 rozdziale, w wersetach 42–44 tej samej Ewangelii według Łukasza, czytamy o tym, że Jezus, kierując się przed paschą do Jerozolimy, zbliżywszy się do miasta i patrząc na nie, gorzko zapłakał, mówiąc: „Gdybyś i ty poznało w tym dniu, co służy ku pokojowi. Lecz teraz zakryte to jest przed oczyma twymi. Gdyż przyjdą na ciebie dni, że twoi nieprzyjaciele usypią wał wokół ciebie i otoczą, i ścisną cię zewsząd. I zrównają cię z ziemią i dzieci twoje w murach twoich wytępią, i nie pozostawią z ciebie kamienia na kamieniu, dlatego żeś nie poznało czasu nawiedzenia swego”. Użyte tutaj słowa „otoczą” i „ścisną” są jeszcze jednym przykładem słowa „sunecomai”, będącego w greckim Piśmie Świętym. Mamy tu wyraźny i pełny obraz, najgłębiej oddający sens i znaczenie greckiego słowa.

Płacząc nad tym wielkim i sławnym miastem, Jezus mówił: „O, Jeruzalem, Jeruzalem! Przyjdą dni, gdy wrogowie otoczą i ścisną cię zewsząd. Ze wszystkich stron usypią wały, tak że nie będzie można już ani wejść, ani wyjść. I będziesz w kręgu wrogów, jak w kotle, i zginiesz!” Minął czas i słowa Pana dokładnie się wypełniły. Właśnie tak było podczas zburzenia i zdobycia Jerozolimy przez rzymskich żołnierzy. Przez 143 dni trwało oblężenie, a później rzymski dowódca Tytus rozkazał unicestwić miasto, w dosłownym sensie równając je z ziemią. W taki sam sposób rozkazał postąpić z mieszkającymi tam ludźmi. Sześć tysięcy Izraelitów zostało zabitych w najokrutniejszy sposób, a pozostałych przy życiu wzięto do niewoli i uczyniono z nich niewolników. Oto dlaczego przewidując to, Chrystus płakał, mówiąc: „Gdybyś i ty poznało w tym to dniu, co służy ku pokojowi. Lecz teraz zakryte to jest przed oczyma twymi”.

Drodzy przyjaciele! O, gdybyśmy i my mogli to poznać! Gdybyśmy tylko to zrozumieli, co służy ku naszemu pokojowi! Przecież, jeśli i my nie przyjmiemy Jezusa, gdy On przyjdzie, wtedy przyszłość nie przyniesie nam nic dobrego!

I w końcu ostatnie. W Ewangelii według Marka, 6:55–56, mówi się o tym, że do Jezusa przynoszono chorych, aby On, dotknąwszy, uzdrowił ich. Tutaj w stosunku do słowa „chorzy” w greckim oryginale też użyte jest słowo „sunecomai”.

Spróbowałem wyjaśnić wam, co oznacza w greckim języku użyte w naszej Biblii słowo „udręczony” i mogliście przekonać się sami, jak głębokie jest jego znaczenie. A teraz znów wróćmy do naszego tekstu i w świetle tego, co zostało wyżej powiedziane, rozpatrzmy go jeszcze raz.

W tym czasie, gdy na słowo Jezusa chorzy byli uzdrawiani, mówił On o Sobie, że jest chory. Gdy Jego mocą uwalniani byli opętani, On sam dosłownie był związany.

Niekiedy wyobrażam sobie, jak mogłoby to wyglądać, gdyby jakiś malarz namalował obraz, przedstawiający związanego Chrystusa. Pod adresem Jezusa brzmią słowa chwały i wdzięczności, wychwalają Go i wywyższają, a On, otwierając Swoje serce, ze smutkiem mówi: „O, jak jestem udręczony! Jak jestem ugnieciony! Nie mam wolności! Jestem jakby w kleszczach i kajdanach, i nie mogę dokonać tego najważniejszego, po co właściwie przyszedłem!”

Jaki smutny obraz! Jezus — dosłownie jak jeniec. Dający wolność — jako skrępowany, zakuty i uciśniony ze wszystkich stron. Ten, który przyszedł na ziemię, aby rozpalić ogień, ze smutkiem mówi, że nie może tego zrobić z powodu postawionej Mu przeszkody.

Drodzy przyjaciele! A teraz wróćmy do naszych czasów i zapytajmy siebie: „A czy i u nas nie wygląda to tak samo?” Czy Pan ma wolność pośród nas, czy też i obecnie postawiono Mu przeszkodę? Czy może i teraz, będąc wśród nas, jest On jak w niewoli, będąc ugniecionym ze wszystkich stron? Czy może i my trzymamy Jezusa tak samo, jak kiedyś trzymali Go żołnierze, przyprowadziwszy na dziedziniec arcykapłana? Czy to możliwe, że i w naszym życiu czuje się On jak związany, tak że nie może dokonać tego, co chce? Rozumiecie, o czym teraz mówię? Przecież w tym zawiera się znaczenie słów „jestem udręczony”.

Obecnie tak dużo głosi się o tym, że trzeba przyjąć Jezusa jako swojego osobistego Zbawiciela i Pana życia. Cóż, dobrze. Są to słuszne słowa, przeciwko którym nie mam żadnych sprzeciwów, bo zgodnie z tym, co jest napisane, niebo się raduje z każdego nawróconego grzesznika. Lecz, jakże jest smutno, jeśli człowiek, przyjąwszy Jezusa, „wiąże” Go później i „zamyka w lochu”, gdzie żyje On jak więzień i niewolnik. A przecież wszystko powinno wyglądać odwrotnie — nie On, ale my dla Niego powinniśmy być niewolnikami. Jednak i teraz, niestety, powtarza się to samo, co było: Jezus w naszym życiu jest związany, trzymany w niewoli i ugnieciony ze wszystkich stron. Świadcząc o Chrystusie lubimy opowiadać ludziom o tym, jak kiedyś szydzono i znęcano się nad Nim, jak bili i pluli Mu w twarz. Ale czy wiecie, że i teraz powtarza się to samo?

— Jakże to? — zapytacie. — Czy to jest możliwe? Kto może obecnie więzić Króla królów i kto zdolny jest z Niego dziś szydzić? —

Tak, moi drodzy, jak nie byłoby to gorzkie, trzeba przyznać, że to jest możliwe. I dziś Jezus może być opluwany i hańbiony. Zapytacie: w jaki sposób? W Liście do Rzymian, 2:24, apostoł Paweł zwracając się do nas, mówi: „Albowiem z waszej winy poganie bluźnią imieniu Bożemu”. Patrząc na niegodne życie chrześcijan, ludzie tego świata złorzeczą i bezczeszczą Tego, którego imieniem nazywamy siebie! Właśnie tak obecnie obelgi ciągle są Jego udziałem, przy czym nie z powodu czyjejś winy, ale właśnie naszej! Ale wiedzcie, przyjaciele, że jeżeli przybieramy imię Jezusa Chrystusa po to, aby Mu bluźniono wśród pogan, wtedy będziemy winni przed Bogiem i poniesiemy za to nieuniknioną karę! Już lepiej w ogóle nie przyjmować Chrystusa niż przyjąwszy przynosić Jego imieniu tylko zbezczeszczenie.

Jak dużo jest teraz takich, którzy nazywając się imieniem Chrystusa są narzędziami w rękach diabła. Wskazując na takiego „wierzącego”, bezbożnicy mówią: „Spójrzcie na niego! Ten człowiek nazywa siebie chrześcijaninem i dzieckiem Bożym. Jednak, jak przy tym wygląda jego życie!” Mówiąc tak nie mam na myśli tylko grzechu cudzołóstwa i wszeteczeństwa, który niestety też można spotkać wśród chrześcijan. Nie mówię też o paleniu, pijaństwie, kradzieży i innych tak zwanych dużych grzechach, o których nie powinno być nawet mowy wśród nazywających siebie wierzącymi. Jednak, jak nie byłoby to smutne, trzeba przyznać, że wśród chrześcijan jest niemało takich, których życie i bez wyżej wymienionego nie może cieszyć Pana Jezusa. I wtedy On jest przygnębiony, będąc związanym, dręczonym i hańbionym!

Powiedzcie, a jak wygląda to u was? Czy kiedykolwiek myśleliście o tym, jak czuje się Jezus w waszym sercu? Czy jest Mu tam lekko? Czy może On w nim swobodnie mieszkać i wykonywać to, po co właściwie przyszedł? Czy też jest On tak ściśnięty waszymi grzechami, że jęcząc, zmuszony jest mówić: „O, jak jestem tu udręczony”?

W naszym życiu istnieje wiele, co może ograniczać Pana i być Mu przeszkodą. Dużo jest tego, na co często nie zwracamy uwagi. Weźmy, na przykład, stosunek męża do żony. Biblia z powodu tego mówi: „Podobnie wy, mężowie, postępujcie z nimi z wyrozumiałością jako ze słabszym rodzajem niewieścim i okazujcie im cześć, skoro i one są dziedziczkami łaski żywota, aby modlitwy wasze nie doznały przeszkody” (1Pt 3:7). Chociaż tu wiele można byłoby powiedzieć, będzie lepiej, jeśli każdy sam poważnie zastanowi się nad tym. Weź w swoje ręce Biblię, drogi bracie, znajdź w niej odpowiednie miejsca i w ich świetle przeanalizuj swoje życie rodzinne i swój stosunek do żony, nie wyłączając przy tym i twojego stosunku małżeńskiego do niej. Jakim on jest i jak wygląda u was wszystko na tym tle? Czy rzeczywiście masz świadomość, że ona jest kruchym naczyniem, potrzebującym twojej pomocy, współczucia i życzliwości? Czy w twoim stosunku do niej nie ma czegoś takiego, co jest przeszkodą ku temu, aby twoja modlitwa została usłyszana? Przecież może być tak, że człowiek chwali i dziękuje Bogu, gdy tymczasem Pan w jego sercu czuje się jak związany, dokładnie tak samo, jak było to kiedyś: chorzy byli uzdrawiani, ślepi odzyskiwali wzrok, chromi chodzili, a lud chwalił i dziękował Bogu za wielkie dzieła, a Jezus ze smutkiem mówił: „O, jak Mi jest ciasno! Jakże jestem udręczony! Jestem jak związany! Jak w niewoli!” Ten, do którego przychodzili chorzy i otrzymywali uzdrowienie, mówił o Sobie samym: „Jestem chory!”

Kto wie, możliwe, że w tym czasie uczniowie też nie rozumieli tych słów. Być może nawet zapytali:

— Nauczycielu, co Cię dręczy? Z jakiego powodu jesteś chory? — i usłyszeli w odpowiedzi: